Nazywam się Carmen Goldberg. Mam 19 lat. Prawie 19. Moim marzeniem jest zostanie fotografem. I tak wiem, że pewnie nigdy się nie spełni. Miałam wiele marzeń które porzuciłam... wiele wydarzyło się w moim życiu i nie potrafiłam się poukładać. Na szczęście w pewnym momencie trafiłam na ludzi, którzy pomogli mi wydostać się z moich emocjonalnych problemów...
- Carmen wstawaj! - krzyknęła Rachel, moja przyjaciółka.
Przetarłam oczy, rozciągnęłam się i wstałam. Byłam kompletnie zaspana ale jakoś musiałam się przełamać.
- Znowu wstałaś później niż zwykle! Ruszaj dupę bo spóźnisz się na śniadanie! - odparła.
Ubrałam się w moje porozwalane po podłodze ciuchy i zrobiłam lekki makijaż. Razem z Rachel zeszłyśmy na dół, aby spożyć śniadanie przygotowane przez jej mamę. Coraz częściej nocuję u Rachel, ponieważ nie chcę przebywać w domu kiedy jest w nim William. Nie lubię go. Nigdy nie lubiłam. Nawet wtedy gdy matka powiedziała mi że kogoś poznała, chociaż tak naprawdę go jeszcze nie znałam. Wolałabym aby znów był z nami tata. A nie on. Ciągle przyczepia się do mnie i do moich znajomych... nie wiem co matka w nim widzi.
Po śniadaniu postanowiłam wrócić do domu. William na pewno wyszedł już do pracy, więc nie zastanę go. Po cichu weszłam do mieszkania. Zdjęłam buty i pobiegłam na górę. W pokoju zastałam dziwny bałagan. Z pewnością nie było go tu, gdy wychodziłam. Mam nadzieję, że to tylko mama, która musiała przeczesać moje 4 kąty, bo nie wyobrażam sobie żeby ten psychopata grzebał w moich rzeczach! Podeszłam do mojej komody z jedną, wysuniętą szufladą. Zauważyłam że brakuje połowy moich pieniędzy. Moja matka na pewno by ich nie ukradła. Zbierałam je przez pół roku. Były przeznaczone na moją lustrzankę, a teraz tak po prostu znikły?! Wpadłam w panikę i szybko pobiegłam na dół aby poinformować o tym mamę. Byłam naprawdę zdenerwowana.
- Gdzie moje pieniądze?! - wykrzyczałam
Mama popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
- Carmen... ja przepraszam. Oddam Ci je po mojej wypłacie, dobrze? - odparła
- Co się z nimi stało?! - kontynuowałam
- Musiałam iść na zakupy... zabrakło mi pieniędzy.. ja, przepraszam. - odpowiedziała
Kłamała. Widać to było po jej minie, i sposobie w jakim do mnie mówi.
- Nie kłam.. po co Ci te pieniądze? Przecież nigdy Ci ich nie brakowało! Masz dobrą pracę i raczej nic takiego nie powinno się wydarzyć!
Matka zamilkła. Niewiarygodne.. nigdy by mnie nie okradła. Zawsze jej na wszystko starczało.. Czyżby ją zwolnili? Ehh... oby nie. Znowu nikt nie mówi mi prawdy! Nienawidzę jak ktoś kłamie mi prosto w oczy! Byłam wściekła na mamę. Usiadłam na tarasie. Chciałam poczytać jakąś książkę, ale nie dałam rady. Został mi jedynie telefon.
Może to idiotyczne ale kiedyś z Rachel założyłyśmy konto na portalu dla singli. Tylko po to by pośmiać się z ''poszukiwaczy miłości''. Trochę się jednak w to wciągnęłyśmy, i od jakiegoś czasu piszę z pewnym chłopakiem o imieniu Christian. Widziałam jego zdjęcia i szczerze mówiąc, nie jest brzydki. Wręcz przeciwnie. Jest jednak o rok starszy. Nie mówiłam nikomu o tym, że z nim pisze. Tak chyba będzie najlepiej.
Nie spodziewałam się, że napisał do mnie pierwszy. Zwykle to ja zaczynam rozmowę. Szybko otworzyłam wiadomość.
- Cześć, myślałem nad tym trochę, i może byś chciała się ze mną spotkać? Znamy się już 2 miesiące.. - napisał
Szczerze mówiąc, to nie wiedziałam co mu odpisać. Z jednej strony chciałam się z nim spotkać. Ale z drugiej... gdyby ktoś się o tym dowiedział.... staram się ukrywać przed innymi moje relacje z chłopakami. Mam tak od zawsze. Postanowiłam jednak że się z nim spotkam. Czemu by nie? Miałam nadzieję że nie był żadnym oszustem. Zdobył moje zaufanie, i nie chciałabym się na nim zawieść.
- Tak, to dobry pomysł :D - odpisałam
- Ok.. to kiedy i gdzie? - zapytał
- Nie wiem... znasz jakieś fajne miejsca?
- Co powiesz na kręgielnie? Jest niedaleko stadionu Camp Nou. Zaraz podam ci adres. - odpisał
Byłam podekscytowana. Nie wiedziałam że w ogóle coś z tego wyjdzie. Z niecierpliwością czekałam na podanie adresu przez Christiania. Jednak...
Jednak i tak się bałam. Nigdy go nie widziałam. Nie chciałabym iść tam sama...
Przez cały dzień myślałam o Christianie i jego propozycji. Ciągle coś mnie korciło żeby to wszystko odwołać. Nie brałam tej naszej znajomości na poważnie. Musiałam trochę pobiegać żeby pozbierać myśli. Przebrałam się więc w białą bluzkę z krótkim rękawem i krótkie, szare spodenki do ćwiczeń. Do tego założyłam czarno-białe conversy (fakt faktem, nie lubiłam w nich biegać ale jeszcze nie zdecydowałam się na zakup jakiś innych butów do biegania). Włączyłam swoją ulubioną playliste w telefonie i włożyłam słuchawki do uszu. Wybiegłam z domu i kierowałam się na przód, bez określonego celu. Myślałam i myślałam. Myślałam tak głęboko, że nawet nie czułam zmęczenia. Zatrzymałam się jednak przy małym kiosku i kupiłam butelkę wody za 2$. Próbowałam ją odkręcić, jednak nic z tego. Nienawidzę tego, kiedy butelki są zakręcone na amen. Nie mam tyle siły żeby je odkręcić a jest jeszcze gorzej, gdy naprawdę usycham z pragnienia. Nie poddawałam się i w końcu się udało. Ale oczywiście mój pech. Jakiś idiota biegnący z przodu nie zauważył biednej kruszynki, męczącej się z otworzeniem jakieś głupiej butelki z wodą, i na nią wpadł. Polałam przy tym jego i mnie. Zarumieniłam się. Było mi trochę wstyd, ale jeszcze bardziej byłam zła na tego debila. Zaczęłam krzyczeć na niego i wyzywać.
- Nie zauważył mnie pan? - wykrzyczałam
- Czemu więc stoisz na środku chodnika? - odpowiedział z pogardą
- Bo mogę. I proszę do mnie nie mówić na ''ty'' bo się nie poznaliśmy, i nie chcemy poznawać. - odpowiedziałam i odeszłam.
- Przepraszam. Zamyśliłem się. Ależ ty agresywna.. Przecież nie potłukłaś sobie dupy.. - odparł i odszedł.
Zdenerwowana pobiegłam do domu. Co za okropny dzień...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz