Z jednej strony, bardzo chcę się przeprowadzić ale wolałabym z rodzicami... Wiem że rodzice nie zwolnią się z pracy i pojadą do Barcelony, bo ich praca jest bardzo dobrze płatna. Wytłumaczyłam rodzicom o co chodzi w tej całej paczce i poszłam na górę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. W myślach przedyskutowałam wszystkie za i przeciw. Oczywiście "za" wygrało. Nie wiem co mam robić.. Chyba pojadę do Barcelony. To od zawsze jest moje marzenie, jak już wiecie. Nie ze względu na piłkarzy, choć Messi jest według mnie najlepszym piłkarzem. Piłka nożna nigdy jakoś szczególnie nie zwracała mojej uwagi. Ok, dam szansę Barcelonie. Zeszłam na dół po raz drugi i oznajmiłam rodzicom że wyjeżdżam. Bilet miał ważność do jutra.. Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Ciotka w ogóle nie dała mi czasu na myślenie. Jak widać spodziewała się że przyjadę jak najszybciej. Wyciągnęłam dwie walizki i spakowałam wszystkie ubrania w których chodzę i cztery pary butów, ładowarkę, laptopa i wszystkie inne potrzebne rzeczy. Wzięłam jeszcze bagaż podręczny do którego spakuje jutro rano jakieś kanapki butelkę wody, słuchawki i portfel. W mojej skarbonce jest dokładnie 1457 zł. To wszystko co zostało mi z 18-stki, a było tego 4 razy więcej. Wzięłam wszystko co było mi potrzebne, i mój pokój wyglądał tak jakoś pusto... Oczywiście nie wzięłam wszystkich rzeczy, bo jeżeli mi się nie spodoba w Barcelonie, wrócę do domu. Była dopiero 14, a ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.Do końca dnia szlajałam się po domu i oglądałam telewizję. Położyłam się spać i ustawiłam budzik na 5:00, ponieważ lot był na 8:00, a na lotnisko mam godzinę jazdy. Wstałam i od razu poszłam do łazienki, wzięłam kąpiel, która zajęła mi 30 minut. Dzisiaj postawiłam na czarny crop top z napisem "It's not bad" i białe jeansy z wysokim stanem. Do tego te same buty co wczoraj i byłam gotowa. Schodząc na dół w jadalni zauważyłam że nikogo nie ma. Weszłam do kuchni i zobaczyłam tam neonową różową karteczkę na której pisało :
Musieliśmy jechać na zakupy, weź taksówkę.
Kochamy Cię ! ♥
Świetnie. Nienawidzę taksówek, tak samo jak autobusów. Ale na pieszo wolę nie iść. Wyciągnęłam trzy bułki, ogórka, ser i masło. Zrobiłam kanapki po czym schowałam je w plastikowym pudełku.
Byłam już gotowa a dopiero była 6;15. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizję. Przełączałam
kanały i nie znalazłam nic ciekawego. Pobiegłam na górę i z regału wzięłam pierwszą lepszą książkę. Byłam już na 15 stronie gdy zorientowałam się że jest już 6;58. Czym prędzej zadzwoniłam po taksówkę która pojawiła się przed moim domem równo o 7. Wszystkie bagaże miałam z tyłu. Na lotnisko dotarłam niemalże punktualnie. Po wszystkich czynnościach wykonanych na lotnisku mogłam wreszcie wsiąść do samolotu. Jest już po siódmej, na miejscu mam być za 12 godzin. Czeka mnie dłuugi lot. Z początku trudno było mi zasnąć, ale gdy włączyłam swoją ulubioną piosenkę, od razu odpłynęłam. Obudziła mnie stewardessa informując abyśmy zapięli pasy ponieważ lądujemy. O jezu, aż tak długo spałam? W sumie to 10 godzin. Teraz czeka mnie nieprzespana noc...Mam nadzieję że mój pokój będzie lepszy od tego w Polsce. Smuci mnie to że rodzice tak po prostu sobie pojechali i nie pożegnali się ze mną. Może chcieli się mnie pozbyć? Zresztą nieważne, liczy się teraźniejszość, nie przeszłość. Wysiadając z samolotu dostrzegłam w oddali kobietę z mocno czerwonymi włosami i niesamowicie błękitnymi oczami. To moja ciotka. Nigdy nie zapomnę tego jej uśmiechu. Nic się nie zmieniła. Aż dziwne jest to że dostrzegła mnie w tym tłumie. Od razu do mnie podbiegła i rzuciła mi się w ramiona. Wzięła jedną walizkę, a ja drugą. Idąc do auta poczułam jak ktoś wkłada mi jakąś karteczkę w tylnią kieszeń od spodni...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz