wtorek, 29 grudnia 2015

#1 "Dałam mu kosza"

Usiadłam na ławce i oglądałam trening. Przebiegł on szybko, powiedziałam wujkowi że poczekam na niego na zewnątrz. Wszyscy już zaczęli wychodzić i odjeżdżać, gdy nagle podszedł do mnie Neymar.
-Hmm.. Casie, może pójdziesz dziś ze mną na imprez,ę do Leo?-zapytał szczerząc się. Nie wiem co mnie tak cholernie irytowało w tym jego uśmieszku.
-Jasne, ale nie z tobą-odpowiedziałam.
Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Dobrze wiem jaki on jest, lubi mieć laskę na jedną noc, a ją nią na pewno nie będę. Niech sobie nie myśli że jestem łatwa, a tym bardziej że kiedyś z nim będę.
Wyminęłam piłkarza i wsiadłam do auta. Neymar posłał mi wrogie spojrzenie i również się oddalił.
-A co on taki zły?-zapytał wujek.
-Dałam mu kosza-odpowiedziałam.
-Em, nie mam więcej pytań. To jak jedziemy na lody?-ponownie zapytał.
-Jasne!
Lodziarnia była blisko Camp Nou co oznaczało że znajduje się również blisko domu. Wysiedliśmy z auta i udaliśmy się w stronę lodziarni. Wybrałam gałkę czekoladowych i kawowych, wujek zaś dwie kawowe. Lody bardzo nam smakowały lecz na moje nieszczęście zjawił się tu Neymar. Celowo mnie popchał i teraz lody miałam na bluzce, tłumaczył się że to przypadkiem lecz było widać że się cieszy. Idiota-pomyślałam.Wujek oczywiście zmroził go wzrokiem i wróciliśmy do domu. Poszłam do swojego pokoju i od razu powędrowałam do łazienki. Wzięłam długi, gorący prysznic i wyszłam z toalety. W tym samym momencie przypomniało mi się o imprezie u Messi'ch. Postanowiłam się dowiedzieć czegoś więcej o tym wydarzeniu i napisałam sms'a do Gerarda z którym zdążyłam się wymienić numerami.

Hm, Gerard, idziesz dziś na imprezę do Leo?

Idę, a co? Chcesz iść z nami?

Tak, jeśli mogę.

Ok, więc będzie o 19. O adres zapytaj Luisa.

Ok dzięki.

Więcej z nim nie pisałam. Dochodziła 16 więc postanowiłam zapytać wujka o adres.
-Wujku, mogę iść dzisiaj na imprezę?-zapytałam.
-No tak, ale przecież dałaś kosza Neymarowi-odpowiedział.
-Ojj, ale nie z nim!-powiedziałam.
-Masz być w domu przed północą, a i nie pij alkoholu!-rozkazał.
-Jasne, jasne. Tylko jest mały problem.
-Jaki?-dopytywał się.
-Nie wiem gdzie mieszka Messi, mógł byś mi to zapisać gdzieś na kartce czy coś?
Wujek bez słowa zapisał mi adres Leo na kartce. Korzystając z okazji że mam jeszcze 3 godziny postanowiłam zajrzeć do pobliskich sklepów, niby mam dużo ładnych sukienek ale wolałabym kupić coś nowego. Już w pierwszym sklepie znalazłam cudo. Stwierdziłam że skoro już mam to czego chciałam czas wracać do domu bo zbyt wiele czasu mi nie zostało. Ubrałam się w sukienkę i zrobiłam trochę mocniejszy makijaż niż zwykle, do tego włosy zakręciłam na końcach. Podobało mi się jak wyglądałam i nie obchodziło mnie czy komuś się to nie spodoba. Efekt końcowy wyglądał tak ;
Szczerze mówiąc byłam zadowolona z efektu. Zobaczyłam która godzina i zamówiłam taksówkę. Na miejscu byłam na czas, od razu odszukałam piłkarzy i przywitałam się z nimi. Oczywiście omijając szerokim łukiem Neymara. Omijając go słyszałam jak powiedział "Suka". Zabolało, nie powiem. Cóż nie uda mu się mnie zaliczyć bo chyba że się mega upije. Usiadłam obok Shakiry i Antonelli, od razu złapałyśmy jakiś wspólny język. Z dziewczynami nam się dobrze rozmawiało dopóki nie zabrali ich Gerard i Messi do tańca. No świetnie teraz zostałam sama. Podeszłam do baru i zamówiłam jakiegoś drinka. Wiem obiecałam Luis'owi że nie będę nic piła ale to moja druga noc w Barcelonie i wydaje mi się że mogę zaszaleć. Zresztą nie wiem czy nie wyprowadzę się z Barcelony po 18-nastce.
Dopijając resztki drinka podszedł do mnie jeden z piłkarzy był to Marc, zaprosił mnie do tańca, zgodziłam się bo nie miałam powodów przez które mogła bym mu odmówić. Przetańczyliśmy kilka piosenek lecz mi zaczęło się już kręcić w głowie i powiedziałam Marc'owi że muszę iść do toalety. Mam słabą głowę do picia a ten drink był dość mocny. Chciałam wyjść już do domu ale pewien widok mnie zaciekawił. Mianowicie Neymar znalazł już sobie inną laskę na noc. Właśnie się lizali. Ehh, nie wiem dlaczego ale coś zakuło mnie w sercu i lekko się pod denerwowałam. Nie, nie, nie. To nie może być to. Ja go nie kocham, to po prostu procenty uderzyły mi do głowy. Jak najszybciej zadzwoniłam po taksówkę. Na moje nieszczęście jakaś wolna będzie dopiero za godzinę.
-Świetnie!-pomyślałam. Usiadłam ponownie do dziewczyn a one zaproponowały abyśmy poszły potańczyć, po mimo bólu głowy zgodziłam się, lecz długo nie wytrzymałam. Po chwili znajomy głos krzyknął "Odbijany", no nie, gorzej to już być nie może! Pewnie domyślacie się z kim właśnie tańczę. Ohh tak, z największym gwiazdorem świata! Najpierw wyzywa mnie od suk,a teraz myśli że ma jeszcze jakieś szanse? Ohh, pewnie nadal chce mnie zaliczyć. Gerard widząc moją minę krzyknął ponownie odbijany. Całe szczęście.
-Dzięki, uratowałeś mi życie-powiedziałam.
-Nie ma sprawy, widziałam jak na niego patrzyłaś.
-Ehh, bywa. Wiesz co ja się będę już zbierać-odrzekłam.
Usłyszałam jeszcze jakieś ciche cześć i ponownie zadzwoniłam po taksówkę. Tym razem były wolne. Około 1 dotarłam do domu. Wiem że wujek będzie zły i nie uwierzy mi że taksówki były zajęte ale cóż. Wzięłam jeszcze szybki prysznic i położyłam się spać.
Wstałam o 11 z ogromnym bólem głowy, zgaduję że wujek już jest na treningu czy coś. Zeszłam na dół a tam kompletna cisza. Na lodówce była jakaś kartka, przeczytałam ją.

"Jesteśmy z Eleną na zakupach :) Spałaś więc cię nie budziliśmy, śniadanie jest na blacie."

Nie miałam ochoty teraz nic jeść. To przez ten ból. Odszukałam szybko tabletek i łyknęłam jedną.
Pomaszerowałam do pokoju ze śniadaniem ponieważ zdecydowałam że jednak coś zjem. Słońce dziś grzało niemiłosiernie, ale nie dziwię się bo jest już trzeci tydzień lata, a w Barcelonie to normalne.
Odstawiłam naleśniki z dżemem i sokiem pomarańczowym na stolik nocny i weszłam do garderoby.
Postawiłam dziś na coś takiego ;

Po ubraniu napisała do mnie Shak, czy chcę iść z nią i Anto na zakupy, zgodziłam się.
Na zakupach spędziłyśmy parę dobrych godzin, ale cieszę się że mogłam się poznać z nimi bliżej.
Wchodząc do domu zauważyłam wujka konsumującego obiad, przygotowany przez Elenę, zaniosłam wszystkie torby i zeszłam do nich.
-Cassandro, gdzieś ty się podziewała?!
-Wujku, proszę Cię nie mów do mnie Cassandra. Byłam na zakupach z Shakirą i Antonellą-powiedziałam.
-Mhm, a powiedz mi, przed którą kazałem Ci wrócić do domu?-ponownie zapytał.
-Przed zerową, tak wiem. Ale uwierz mi że nie było żadnych wolnych taksówek!-odrzekłam.
-Cassie m..-wujek nie zdążył dokończyć zdania ponieważ przerwała mu Elena.
-Ohh, Luis daj jej spokój! Jest młoda, chcę się jeszcze wyszaleć!-powiedziała.
-Ciocia ma rację-zawtórowałam jej.
-No dobrze dobrze, zmykaj do siebie.
Jak mi kazano tak zrobiłam.  Przebrałam się w nowy strój sportowy i wyszłam z domu mówiąc że idę pobiegać. Wybrałam to ;

Biegnąc po parku wsłuchałam się w muzykę i na moje nieszczęście wpadłam na kogoś.
-Uważaj jak biegasz-powiedział znajomy mi głos.
-Mhmm, to lepiej ty uważaj jak łazisz.
-Ohh, myślisz że jak pobiegasz to będziesz ładniejsza?-powiedział z sarkazmem.
-A co cię to interesuje?! Lepiej idź do swojej laluni!
-Jak sobie życzysz dziwko-powiedział.


//////////////////////////////////////////////////////

A oto kolejny rozdział xd Mam dzisiaj wenę :D
Mam nadzieję że się podoba 8)




Prolog "Może przestanę o niej myśleć"

Mam na imię Cassandra, mam 17 lat. Przyjaciele mówią mi  Cassie, ponieważ nie znoszę swojego imienia. Dzisiaj miał być ten wspaniały dzień.. Ale bez mojej siostry to nie to samo.. Otóż, co się z nią stało? Zmarła.. Obiecała mi że będzie zemną choćby nie wiem co, a teraz tak po prostu odeszła.. Nie rozumiem dlaczego Bóg mi ją odebrał, nie zdążyłam się jeszcze do końca z tym pogodzić, ale mam nadzieję że wyjazd do Barcelony zmieni coś we mnie. Że przestane myśleć o Allie, i w końcu wszystko się zmieni! Po moim przyjeździe do Barcelony zaopiekować ma się mną mój wujek.Podobno on odbierze mnie z lotniska.Zabrałam wszystkie rzeczy i ostatni raz spojrzałam na ten dom. Będzie mi go brakować. Wsiadłam do taksówki którą zamówiłam 5 minut wcześniej i udałam się na lotnisko. Walizki poszły do odprawy a ja wreszcie mogłam wsiąść do samolotu.na moje nieszczęście siedziałam sama. Liczyłam na to że uda mi się z kimś pogadać, a nie siedzieć kolejne 3 godziny sama. No cóż życie. Od razu podłączyłam słuchawki do telefonu i włączyłam moje ulubione piosenki z Polski. Nawet nie wiem kiedy udało mi się zasnąć.Obudziła mnie bardzo miła stewardessa, prosząc o zapięcie pasów ponieważ zaraz lądujemy. Zrobiłam jak mi kazano i po chwili byłam już w Barcelonie. Jest tu tak pięknie!-pomyślałam. No cóż teraz pozostało mi tylko czekać na wujka. Usiadłam na jednej z pobliskich ławek i zrobiłam sobie parę zdjęć po czym jedno wstawiłam na fb i ig.
Chwilę później słyszałam jak ktoś krzyczał :
-Cassandra!
-Tsaa.. To na pewno mój wujek - pomyślałam.
-Ohh! Cassandro ależ ty wyładniałaś!-wykrzyczał.
-Po pierwsze Cassie, a po drugie dziękuję.
-Może masz ochotę na jakieś lody, czy coś?-zapytał.
-Wiesz, nie dzisiaj. Moglibyśmy już jechać do domu?-odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Jasne, jak sobie księżniczka życzy-odrzekł wujek.
A tak w ogóle kim on jest? Jest trenerem Fc Barcelony. Lubię ten klub lecz nie przepadam za piłką nożną, bardziej kręci mnie bieganie.
Po drodze nie rozmawialiśmy, było słychać tylko piosenki lecące z radia.
-To tutaj. I jak podoba Ci się?-zapytał.
-Baaardzo! No nie powiem piękny dom.
-Cieszę się że Ci się podoba, ale gwarantuję że twój pokój będzie jeszcze lepszy-powiedział.
-Zobaczy się.
Chwilę później byliśmy już w domu, z wewnątrz był jeszcze lepszy, no nie powiem, wujek ma całkiem niezły gust. Ogromny hol a na przeciwko niego schody prowadzące na górę, z prawej strony dość duży łuk prowadzący do kuchni, z lewej zaś był salon wraz z jadalnią. Pod schodami były jeszcze jedne drzwi, zgaduję że prowadziły do toalety. Z kuchni czuć było piękne zapachy, zgaduję że to ciocia Elena. Długo się z nią nie widziałam, była na moich 5 i 12 urodzinach, później zachorowała i nie miała jak dolecieć, zresztą sama nie chciałam jej zamęczać. Od razu do niej pobiegłam i przytuliłam ją. Nie obyło się bez komentarzy typu "ale wyrosłaś!" "ależ ty wyładniałaś" itp. Wujek zaproponował że mnie oprowadzi po "moim nowym domu", zgodziłam się. Na końcu pokazał mi mój pokój, i miał racje, był najlepszym pomieszczeniem w całym domu!  Z prawej strony miałam drzwi do własnej łazienki, a z prawej do garderoby. Pokój ogółem był piękny. Zaczęłam się rozpakowywać ale przerwał mi to wujek.
-Słuchaj.. hm, może chciałabyś iść jutro ze mną na trening chłopaków?-zapytał.
-Yh, jasne! Tylko powiedz mi o której-odpowiedziałam.
-O 9, wyjeżdżamy z domu.
-Jasne-rzekłam.-z wielką chęcią-dodałam.
Teraz zostałam sama w pokoju i mogłam w spokoju się rozpakować. Garderoba nie była jakoś przesadnie duża, ale moje ciuchy wypełniły zaledwie połowę jej. Łazienka też nie należała do największych choć mi się taka podobała.Cały pokój był w beżowo-biało-czarnych barwach,wyglądało to nieziemsko. Po rozpakowaniu była godzina 18, postanowiłam że pójdę jeszcze pobiegać i pozwiedzać Barcelonę. Założyłam swój ulubiony sportowy strój i mogłam wyjść. Wyglądałam tak:                                                  
Zanim wyszłam z domu powiadomiłam wujka i ciocię że wychodzę pobiegać.
Wyszłam z domu i błądziłam po ulicach, zauważyłam jakiś park więc postanowiłam tam pójść,po drodze wstąpiłam do sklepu i kupiłam wodę. Odkręciłam korek od
wody i biegnąc popijałam ją.Gdy dotarłam do parku usiadłam na chwilę aby odpocząć. Wyrzuciłam butelkę do kosza i sprawdziłam która godzina. Robiło się późno dlatego postanowiłam wracać do domu. Weszłam do domu i od razu pobiegłam do swojego nowego pokoju. Byłam dość zmęczona więc wzięłam długą i odprężającą kąpiel w wannie. Zasiedziałam się, jak zawsze. Wytarłam dokładnie swoje ciało ręcznikiem i ubrałam się w piżamę. Włosy zostawiłam mokre bo wolę żeby wyschły mi w nocy. Włączyłam telewizję w celu szukania jakiegoś ciekawego filmu, natknęłam się na "Gwiazd naszych wina", ale nie obejrzałam całego filmu ponieważ odpłynęłam..
Obudziłam się około 8 więc postanowiłam wziąć szybki prysznic. Zrobiłam lekki makijaż i uczesałam się w wyskoki kucyk. Podeszłam do szafy, ale kompletnie nie wiedziałam w co się ubrać, w końcu postawiłam na to :
Liczyłam na to że nie będę musiała brać udziału w treningu, ale na wszelki wypadek wzięłam swoje czarne converse'y. Zjadłam śniadanie i pojechaliśmy na Camp Nou. Muszę powiedzieć że znajdowało się blisko domu, już wiem gdzie będę biegać jak znudzi mi się park. Usiadłam na ławce trenerskiej i czekałam aż wyjdą piłkarze. Po chwili wszyscy zaczęli wychodzić. Wujek zagwizdał i kazał mi podejść.
-Słuchajcie, to jest moja siostrzenica Cassie. Przyjechała z Londynu i od wczoraj mieszka ze mną- powiedział.
-Cześć-odrzekłam.
Wszyscy zaczęli się ze mną witać. Poprosiłam Luis'a żeby dziś dał mi spokój, że następnym razem poćwiczę bo dziś nie mam ochoty, zgodził się. Usiadłam na ławce i oglądałam trening. Przebiegł on szybko, powiedziałam wujkowi że poczekam na niego na zewnątrz. Wszyscy już zaczęli wychodzić i odjeżdżać, gdy nagle podszedł do mnie Neymar.


/////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
No i mamy prolog ^^ Dość długi
ale cóż xd Naszła mnie wena :D
Od razu chciałabym powiedzieć
że opowiadania będą się pojawiać
prawdopodobnie raz w tygodniu ;d
No chyba że wcześniej najdzie mnie wena czy coś takiego :D
Mam nadzieję że to opowiadanie wam się spodoba!




Szalone życie Cande #1

Z moimi pierwszymi miesiącami było coraz gorzej. Nie urodziłam się w luksusie. Wychowałam się w domu dziecka. Stamtąd mam najlepszych przyjaciół: Angelicę i Lucas'a. Przyjaźnimy się od 8 lat. Mam na koncie kilka drobnych przestępstw. A teraz pewni ludzie nie dają mi żyć po tym jak powybijałam im szyby w oknach. Niech wiedzą że ze mną się nie zadziera. Pomimo tego że mam 18 lat, jeszcze nigdy nie miałam chłopaka... no cóż, bywa. Mieszkam razem z Angelicą w jednym mieszkaniu. Nie jest zbyt duże, bo nie stać nas na ''luksusy''. Mam wrażenie że moja przyjaźń z Angelą i Lucasem zepsuła się przez ich pewnego ''przyjaciela''. Cały czas chodzą z nim na imprezy a mi nie poświęcają już tyle czasu jak kiedyś.....
Rozdział 1
Jak zwykle to na mnie spadają wszystkie obowiązki. Angelica chociaż raz mogła by mi pomóc a nie łajdaczyć się po imprezach.  -''Cande zrób to, - Cande zrób tamto''... mam tego dosyć. Jeżeli będzie tak dalej to najprawdopodobniej do końca życia będę musiała utrzymywać się z okradania. W pokoju zaświeciło się światło a w drzwiach pojawiła się gwiazda wieczoru, Angela. Cały czas miała zaciesz na twarzy po tym jak wróciła z tego wspaniałego melanżu. Do tego nawet nie chciała mi powiedzieć o co chodzi. Wkurzało mnie to, bo nie lubię jak ktoś ma przede mną sekrety. A szczególnie przyjaciele. Nie wytrzymałam, musiałam się dowiedzieć dlaczego nawet nie chce ze mną rozmawiać tylko cały czas siedzi przy swoim telefonie i z kimś pisze.
- Powiesz mi w końcu o co chodzi? - zapytałam
- Ten koleś od Lucasa jest jakiś poje**ny! Do tego ten przygłup coś mu powiedział i niby teraz ze sobą chodzimy. I te jego teksty. Rozwalają mnie. Nie po prostu on jest udany!! - powiedziała śmiejąc się jak dziecko. Widać że kilka procentów w jej organizmie działa na nią jak narkotyk.
- Wyrwałaś tego lalusia? No nieźle. Tym bardziej nie chcę go poznawać. - odpowiedziałam
Kilka minut później do pokoju wszedł Lucas. Jeszcze jego tu brakowało.
- Co ona brała? - zapytałam
- Nic... tylko ziomek postawił jej kilka drinków. Musisz z nami iść na imprezę za tydzień. Nie przyjmuję słowa ''nie'' - powiedział.
- Nie dzięki.... lepiej pomóżcie mi z tymi staruchami. Domagają się ode mnie nowych okien! - odparłam.
- Nie nasza wina.. musisz się opanować a nie robić demolkę z całego otaczającego cię świata!
- Fajnie. Wy też nie jesteście idealni. - powiedziałam po czym wyszłam.
Czułam się jak zbędny przedmiot w ich wspaniałej przyjaźni. Nie miałam nawet ochoty poznawać tego ich kochanego przyjaciela. Jak zwykle, jako że ja to ja, pobiegłam pod dom znanych mi już dobrze starszych sąsiadów Villareal. Uwzięłam się na nich tak jak oni na mnie. Postanowiłam ''pożyczyć sobie od nich rower. Nie używali go a mi by się bardzo przydał. Położyłam dłonie na kierownicy i już miałam uciekać, kiedy nagle ktoś złapał mnie za ręce.
- Co ty tu znowu robisz? - zapytał starszy pani Villareal.
Chciałam wyrwać się jakoś i uciec ale on zadzwonił po policję. To już było przegięcie. Nie sądziłam że tak skończy się ten dzień. Teraz tylko muszę się modlić aby jedzenie w kiciu było lepsze niż moje śniadanie. Tydzień później. Po odesłaniu mnie do domu nie miałam ochoty rozmawiać z Angelą. Widać było że znów się gdzieś wybierają bez mojej wiedzy.
- Jedziesz z nami? Heh, poznasz mojego chłopaka! - powiedziała Angela.
- Nie sorry... nie mam ochoty.. - odparłam
Ehh.... moja wymówka nie wystarczyła. Z ciekawości zgodziłam się w końcu z nimi gdzieś wyjść. A co mi tam.
30 minut później. W klubie było dziwnie. Wszyscy ludzie chodzili pijani. Miałam ochotę stąd wyjść. Nagle podeszła do mnie Angelica ze dość ciekawym osobnikiem.
- Candelaria, to jest mój chłopak Neymar - przedstawiła go Angela
Poczułam się dziwnie. Neymar wydawał mi się interesującą osobą... ale po chwili próbowałam go jakoś wymazać z głowy. Angela na chwilę odeszła. Zostawiła mnie z tym palantem..
- Widać jesteś tu pierwszy raz.. wiesz, znam cię. - powiedział
- Na prawdę? Skąd niby? - zapytałam
- Heh... nigdy nie odważyłbym się powybijać okna moim wujkom. - odparł.
- Serio? To twoja rodzina? Widać, macie podobny charakter... - powiedziałam
- Chyba mnie nie lubisz? c'nie? - zapytał
- Nie twoja sprawa. - odparłam
- Nie podobam ci się? Ktoś Ci coś o mnie powiedział? Nie można oceniać kogoś, kogo się nie zna. - rzekł
- Nie rozmawiam z egoistycznymi ped*łkami. Pilnuj własnej dupy i spadaj. - powiedziałam z pogardą.
- Dobrze, przepraszam nie chciałem cię urazić czy coś... - odparł i odszedł.
Dopiero po sekundzie uświadomiłam sobie że trochę źle go potraktowałam. Ehh.. czasu nie cofnę. Do tego jak na niego patrzę czuję się jak w 7 niebie!.. to znaczy jak patrzę na jego ryj to mam ochotę wydrukować sobie jego zdjęcie i zrobić z niego chleb z pasztetem. Boże, kogo ja tu oszukuję? Samą siebie? Pierwszy raz czuję że ktoś mi się podoba i to w takim stopniu.
- Jak go teraz przeproszę wyjdę na niewychowaną idiotkę albo coś w tym stylu. Jak zwykle musiałam coś odje*ać. - zamyśliłam się
Myślałam że spalę się ze wstydu więc bez wiedzy moich wiernych i oddanych przyjaciół wyszłam i udałam się w stronę domu. Ney był taki popularny że nie trudno było wyszukać kilka jego fotek w google grafice. Wychodzę na wariatkę... muszę się jak najszybciej ogarnąć. Położyłam się spać, lecz trudno było mi zasnąć. ok. 4:00 nad ranem obudziła mnie Angelica. Była dosyć zdenerwowana.
- Coś się stało? - zapytałam
- Miałaś racje.. Neymar jest zwykłym idiotą.. - odpowiedziała
- Zranił cię? - odparłam
- Ehh... on po prostu nie brał tego związku na poważnie.. myślał że to tylko taka zabawa..
- Idiota.. to dobrze że go wyzwałam! - wykrzyczałam
- CO??? Wyzwałaś go? - zapytała
- Tak.. wkurzał mnie ale teraz to nie ma znaczenia. Nie przejmuj się nim. - odpowiedziałam
Chciałam ją wesprzeć. Neymar okazał się być zwyczajnym idiotą i debilem. Lecz to nie zmienia faktu że nadal mi się podoba...

Rozdział 2 już niedługo! ;3