środa, 6 kwietnia 2016

''(Nie) idealna miłość'' Rozdział 2

Zdenerwowana wróciłam do domu. Szybko pobiegłam na górę i przebrałam się. Super. Przez tego frajera oblałam mój telefon. Na szczęście jest wodoodporny. Kolejny wieczór wakacji zmarnuję więc pewnie przy telefonie, na facebooku i YouTube. Nie mam ochoty wychodzić na dwór. Biały iphone nagle zaczął dzwonić, a na ekranie pojawiło się zdjęcie Rachel. Szybko przytrzymałam zieloną słuchawkę.

- Co u ciebie? - zapytała
- A jak może być? - odpowiedziałam
- Co teraz? - odparła
- Nie ważne.. później Ci powiem jak się spotkamy... - rzekłam
- Wiesz.. za tydzień jadę na wakacje. Wyjdziesz jutro na jakieś zakupy? - zapytała
- Ok. Przecież wiesz że ja zawsze się zgodzę na jakieś wyjście, między innymi również dlatego żeby jakoś znów spie***lić z tego domu. - odparłam
- Haha.. To jutro o 7:30 ok na przystanku ok? Chcę być jak najwcześniej. - powiedziała
- Nie wiem czy wstanę, ale postaram się.
- To do jutra! Pa! - powiedziała i rozłączyła się.
Super. Rachel jedzie na wakacje. A ja mam gnić w domu? Matka nigdzie mnie nie zabierze bo ma teraz wiele pracy.
*Następnego dnia*
Ubrałam się w czarną bluzkę z krótkim rękawem, jeansy i do tego jeansową, jasna kurtkę. Zbiegłam po cichu na dół. Kierowałam się w stronę kuchni. Z chlebaka wyjęłam kromkę ciemnego chleba a z lodówki, składniki na kanapkę. Dokładnie posmarowałam chleb serkiem wiejskim i zaczęłam kroić warzywa. Następnie ułożyłam je na kanapce. Szybko przełykałam każdy kęs aby jak najszybciej wyjść z domu, jeszcze przed pobudką mamy, a przede wszystkim Williama. Nacisnęłam na klamkę od drzwi wyjściowych i starając się nie robić hałasu, otworzyłam je ostrożnie.

Dziś byłam umówiona z Rachel na zakupy. Miałam okazję, powiedzieć jej co zrobiłam. Wyszłam z domu najszybciej jak mogłam. Szybko poszłam na przystanek, gdzie czekała na mnie Rachel.

- Co tak wcześnie? - zapytała
- Jak myślisz? - odparłam
- Ahh... no tak. To się chyba nigdy nie skończy.. - powiedziała
- Muszę Ci coś powiedzieć.. ale to jak będziemy już w galerii ok?
- Już się boję... - odparła

Gdy nadjechał nasz autobus szybko do niego wbiegłyśmy i zajęłyśmy miejsca. Oczywiście Rachel jak to Rachel... musiała poprawić sobie make up i przeczesać włosy 50 razy! Trochę się zmieniła. Zaczęło jej zależeć na wyglądzie.. Nie wiem co się z nią stało...
Nagle usłyszałam dźwięk sms, wydobywający się z mojej kieszeni. Szybko wyciągnęłam telefon. To był Christian.

- Ej a pro po naszego jutrzejszego spotkania.. miałabyś coś przeciwko gdybym poszedł z kolegą? - napisał
Z kolegą? To miało być nasze spotkanie... a on chce przyjść z kolegą! Czułam że coś kręci. Może się mnie boi? Lecz w sumie... skoro on chce przyjść z kolegą, to ja mogę iść z Rachel! Będę miała poczucie bezpieczeństwa..
- Ok, niech ci będzie. Za to ja przyjdę z koleżanką oki? - odpisałam
- Nie mam nic przeciwko. - napisał

- Kto to? - zapytała Rachel
- Eeem.. nikt.. - odpowiedziałam
- Ty coś chyba ukrywasz Carmen... - odparła
- Może... posłuchaj, jesteś mi jutro potrzebna.. - powiedziałam
- Gdzie? Co? Jak?  - zapytała
Spojrzałam w sufit autobusu. Wstrzymałam oddech i wydusiłam z siebie zdanie:
- Poznałam kogoś...
- No co ty? Mówisz serio czy sobie ze mnie żartujesz? - zapytała
- Mówię serio... nie widziałam go jeszcze... wiesz, poznaliśmy się przez internet..
- Przez tą stronkę? - zapytała chichocząc
- Co z tego! Jutro idę go poznać. On przychodzi z kolegą, a ja idę z tobą! Wiem że możesz być na mnie zła. - odparłam
- Nie no spoko. Szkoda że mnie nie zapytałaś o pozwolenie kiedy się umawialiście. Może ja nie mam ochoty nikogo poznawać? - przerwała Rachel
- Tak wiem.. trochę źle zrobiła.. ale proszę, musisz ze mną iść!
Rachel popatrzyła na mnie i skuliła głowę w dół. Zamknęła oczy i przetarła nos.
- Niech ci już będzie.. - powiedziała
Czułam że jest na mnie zła. Lecz wiedziałam że mi wybaczy. Jednak tylko ona umie mi wybaczać.. nie mogę popełniać tego błędu przy innych.
Wysiadłyśmy przed wielkim obiektem zwanym galerią. Podążałam za przyjaciółką która szła w stronę sklepów z ubraniami. Zastanawiam się czy nie kupić sobie czegoś na jutro. W końcu muszę jakoś wyglądać. W budynku było dużo ludzi. Nie spodziewałam się że o tej godzinie będzie ich aż tak dużo. Przeszłyśmy do wielkiego sklepu, w którym na wejściu pachniało bardzo przyjemnie. Podeszłam do półek z jakimiś t-shirtami. Zdecydowałam się na taką bluzkę:
Przy okazji skoczyłyśmy również do innych sklepów, perfumerii itp. Miałam nadzieję że jutrzejsze spotkanie się uda, i nic nie zepsuję. 


*Następnego dnia* 
Jeszcze chwila i powinnam wychodzić. Byłam gotowa w 80%. Próbowałam po cichu wyjść z domu. Niestety nie udało mi się. Stało się to, czego się obawiałam...

- Gdzie idziesz? - zapytał William 
- Nie ważne.. - odpowiedziałam
- Jest 18:00, gdzie chcesz się włóczyć? - kontynuował 
- Nie ważne.. jestem już dorosła i nie traktuj mnie jak swoją małą córeczkę, którą nigdy nie byłam, i nie będę! - wykrzyczałam
- Jesteś teraz pod moją opieką. Wiesz że jak coś ci się stanie, to twoja matka mnie zabije?! - powiedział zdruzgotany. 
- Trudno, nie interesuje mnie to. Daj mi teraz wyjść! - rzekłam 
- Idziesz do tej lesbijki? - zapytał
- Że niby do kogo?! - wykrzyczałam 
- No, do tej twojej koleżanki. Jak ona miała... Rachel? - zapytał
- Nic o niej nie wiesz i zaczynasz ją tak nazywać? Ona nie jest lesbijką, a nawet jeśli, to i tak nie byłaby twoja sprawa! Żegnam. - wykrzyczałam i jak najszybciej wybiegłam z domu. 
Chciałam jak najszybciej dotrzeć do celu. Czemu nazwał ją lesbijką? Ten typ mnie niesamowicie wku**ia. Dobrze że przynajmniej mogłam wyjść. Nie wiem co go to interesuje kiedy i gdzie wychodzę! Mam 19 lat (prawie) i jeżeli bym chciała to już dawno bym się stąd wyprowadziła! Muszę tylko uzbierać trochę kasy.. i mam nadzieję że nikt więcej nie będzie mnie już okradał. 

Po 30 minutach dotarłam do celu. Na miejscu czekała już zdenerwowana Rachel. Była ubrana dosyć... hmm.. jakby to ująć.. wyzywająco. Rzeczywiście niesamowicie się zmieniła. Kiedyś nie zrobiłaby sobie nawet makijażu. 
- Nie przyszli jeszcze? - zapytałam
- Widzisz ich tu gdzieś!? - powiedziała z podniesionym głosem
- Mam nadzieję że mnie nie oszukał.. Poczekamy jeszcze pół godziny, a jak ich nie będzie to pójdziemy ok? - odparłam 
W tym samym czasie podszedł do nas pewien chłopak. To był on. Przywitał się nieśmiało. Jednak po jego ''koledze'' nie było ani śladu. 
- Nie zapomniałeś o czymś? - zapytała Rachel.
- Ahh. Neymar. Przedstawię wam go później... nie mógł teraz przyjść. - odparł
- No nieźle, znasz Neymara? - ponownie zapytała
- Tak.. znam. - odpowiedział
Rachel zarumieniła się. 
- Wiesz może, kiedy mógłby się spotkać? - odparła
Christian popatrzył na nią ze zdziwieniem. Zresztą, ja też. Ona i Neymar? Od kiedy interesują ją piłkarzyki?...

/////////////////////////////
Następny rozdział będzie Niebawem 8) 

wtorek, 5 kwietnia 2016

''(Nie) idealna miłość'' Rozdział 1

Nazywam się Carmen Goldberg. Mam 19 lat. Prawie 19. Moim marzeniem jest zostanie fotografem. I tak wiem, że pewnie nigdy się nie spełni. Miałam wiele marzeń które porzuciłam... wiele wydarzyło się w moim życiu i nie potrafiłam się poukładać. Na szczęście w pewnym momencie trafiłam na ludzi, którzy pomogli mi wydostać się z moich emocjonalnych problemów...

- Carmen wstawaj! - krzyknęła Rachel, moja przyjaciółka.
Przetarłam oczy, rozciągnęłam się i wstałam. Byłam kompletnie zaspana ale jakoś musiałam się przełamać.

- Znowu wstałaś później niż zwykle! Ruszaj dupę bo spóźnisz się na śniadanie! - odparła.
Ubrałam się w moje porozwalane po podłodze ciuchy i zrobiłam lekki makijaż. Razem z Rachel zeszłyśmy na dół, aby spożyć śniadanie przygotowane przez jej mamę. Coraz częściej nocuję u Rachel, ponieważ nie chcę przebywać w domu kiedy jest w nim William. Nie lubię go. Nigdy nie lubiłam. Nawet wtedy gdy matka powiedziała mi że kogoś poznała, chociaż tak naprawdę go jeszcze nie znałam. Wolałabym aby znów był z nami tata. A nie on. Ciągle przyczepia się do mnie i do moich znajomych... nie wiem co matka w nim widzi.
Po śniadaniu postanowiłam wrócić do domu. William na pewno wyszedł już do pracy, więc nie zastanę go. Po cichu weszłam do mieszkania. Zdjęłam buty i pobiegłam na górę. W pokoju zastałam dziwny bałagan. Z pewnością nie było go tu, gdy wychodziłam. Mam nadzieję, że to tylko mama, która musiała przeczesać moje 4 kąty, bo nie wyobrażam sobie żeby ten psychopata grzebał w moich rzeczach! Podeszłam do mojej komody z jedną, wysuniętą szufladą. Zauważyłam że brakuje połowy moich pieniędzy. Moja matka na pewno by ich nie ukradła. Zbierałam je przez pół roku. Były przeznaczone na moją lustrzankę, a teraz tak po prostu znikły?! Wpadłam w panikę i szybko pobiegłam na dół aby poinformować o tym mamę. Byłam naprawdę zdenerwowana. 
- Gdzie moje pieniądze?! - wykrzyczałam 
Mama popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem. 
- Carmen... ja przepraszam. Oddam Ci je po mojej wypłacie, dobrze? - odparła
- Co się z nimi stało?! - kontynuowałam 
- Musiałam iść na zakupy... zabrakło mi pieniędzy.. ja, przepraszam. - odpowiedziała 
Kłamała. Widać to było po jej minie, i sposobie w jakim do mnie mówi.
- Nie kłam.. po co Ci te pieniądze? Przecież nigdy Ci ich nie brakowało! Masz dobrą pracę i raczej nic takiego nie powinno się wydarzyć! 
Matka zamilkła. Niewiarygodne.. nigdy by mnie nie okradła. Zawsze jej na wszystko starczało.. Czyżby ją zwolnili? Ehh... oby nie. Znowu nikt nie mówi mi prawdy! Nienawidzę jak ktoś kłamie mi prosto w oczy! Byłam wściekła na mamę. Usiadłam na tarasie. Chciałam poczytać jakąś książkę, ale nie dałam rady. Został mi jedynie telefon. 
 Może to idiotyczne ale kiedyś z Rachel założyłyśmy konto na portalu dla singli. Tylko po to by pośmiać się z ''poszukiwaczy miłości''. Trochę się jednak w to wciągnęłyśmy, i od jakiegoś czasu piszę z pewnym chłopakiem o imieniu Christian. Widziałam jego zdjęcia i szczerze mówiąc, nie jest brzydki. Wręcz przeciwnie. Jest jednak o rok starszy. Nie mówiłam nikomu o tym, że z nim pisze. Tak chyba będzie najlepiej.
Nie spodziewałam się, że napisał do mnie pierwszy. Zwykle to ja zaczynam rozmowę. Szybko otworzyłam wiadomość.

- Cześć, myślałem nad tym trochę, i może byś chciała się ze mną spotkać? Znamy się już 2 miesiące.. - napisał 
Szczerze mówiąc, to nie wiedziałam co mu odpisać. Z jednej strony chciałam się z nim spotkać. Ale z drugiej... gdyby ktoś się o tym dowiedział.... staram się ukrywać przed innymi moje relacje z chłopakami. Mam tak od zawsze. Postanowiłam jednak że się z nim spotkam. Czemu by nie? Miałam nadzieję że nie był żadnym oszustem. Zdobył moje zaufanie, i nie chciałabym się na nim zawieść.
- Tak, to dobry pomysł :D - odpisałam
- Ok.. to kiedy i gdzie? - zapytał
- Nie wiem... znasz jakieś fajne miejsca?
- Co powiesz na kręgielnie? Jest niedaleko stadionu Camp Nou. Zaraz podam ci adres. - odpisał
Byłam podekscytowana. Nie wiedziałam że w ogóle coś z tego wyjdzie. Z niecierpliwością czekałam na podanie adresu przez Christiania. Jednak... 
Jednak i tak się bałam. Nigdy go nie widziałam. Nie chciałabym iść tam sama...
Przez cały dzień myślałam o Christianie i jego propozycji. Ciągle coś mnie korciło żeby to wszystko odwołać. Nie brałam tej naszej znajomości na poważnie. Musiałam trochę pobiegać żeby pozbierać myśli. Przebrałam się więc w białą bluzkę z krótkim rękawem i krótkie, szare spodenki do ćwiczeń. Do tego założyłam czarno-białe conversy (fakt faktem, nie lubiłam w nich biegać ale jeszcze nie zdecydowałam się na zakup jakiś innych butów do biegania). Włączyłam swoją ulubioną playliste w telefonie i włożyłam słuchawki do uszu. Wybiegłam z domu i kierowałam się na przód, bez określonego celu. Myślałam i myślałam. Myślałam tak głęboko, że nawet nie czułam zmęczenia. Zatrzymałam się jednak przy małym kiosku i kupiłam butelkę wody za 2$. Próbowałam ją odkręcić, jednak nic z tego. Nienawidzę tego, kiedy butelki są zakręcone na amen. Nie mam tyle siły żeby je odkręcić a jest jeszcze gorzej, gdy naprawdę usycham z pragnienia. Nie poddawałam się i w końcu się udało. Ale oczywiście mój pech. Jakiś idiota biegnący z przodu nie zauważył biednej kruszynki, męczącej się z otworzeniem jakieś głupiej butelki z wodą, i na nią wpadł. Polałam przy tym jego i mnie. Zarumieniłam się. Było mi trochę wstyd, ale jeszcze bardziej byłam zła na tego debila. Zaczęłam krzyczeć na niego i wyzywać. 
- Nie zauważył mnie pan? - wykrzyczałam 
- Czemu więc stoisz na środku chodnika? - odpowiedział z pogardą
- Bo mogę. I proszę do mnie nie mówić na ''ty'' bo się nie poznaliśmy, i nie chcemy poznawać. - odpowiedziałam i odeszłam. 
- Przepraszam. Zamyśliłem się. Ależ ty agresywna.. Przecież nie potłukłaś sobie dupy.. - odparł i odszedł.
Zdenerwowana pobiegłam do domu. Co za okropny dzień... 

piątek, 1 kwietnia 2016

2. "Nigdy, nic nie będzie idealne"

Z jednej strony, bardzo chcę się przeprowadzić ale wolałabym z rodzicami... Wiem że rodzice nie zwolnią się z pracy i pojadą do Barcelony, bo ich praca jest bardzo dobrze płatna. Wytłumaczyłam rodzicom o co chodzi w tej całej paczce i poszłam na górę. Położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. W myślach przedyskutowałam wszystkie za i przeciw. Oczywiście "za" wygrało. Nie wiem co mam robić.. Chyba pojadę do Barcelony. To od zawsze jest moje marzenie, jak już wiecie. Nie ze względu na piłkarzy, choć Messi jest według mnie najlepszym piłkarzem. Piłka nożna nigdy jakoś szczególnie nie zwracała mojej uwagi. Ok, dam szansę Barcelonie. Zeszłam na dół po raz drugi i oznajmiłam rodzicom że wyjeżdżam. Bilet miał ważność do jutra.. Dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę. Ciotka w ogóle nie dała mi czasu na myślenie. Jak widać spodziewała się że przyjadę jak najszybciej. Wyciągnęłam dwie walizki i spakowałam wszystkie ubrania w których chodzę i cztery pary butów, ładowarkę, laptopa i wszystkie inne potrzebne rzeczy. Wzięłam jeszcze bagaż podręczny do którego spakuje jutro rano jakieś kanapki butelkę wody, słuchawki i portfel. W mojej skarbonce jest dokładnie 1457 zł. To wszystko co zostało mi z 18-stki, a było tego 4 razy więcej. Wzięłam wszystko co było mi potrzebne, i mój pokój wyglądał tak jakoś pusto... Oczywiście nie wzięłam wszystkich rzeczy, bo jeżeli mi się nie spodoba w Barcelonie, wrócę do domu. Była dopiero 14, a ja nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.Do końca dnia szlajałam się po domu i oglądałam telewizję. Położyłam się spać i ustawiłam budzik na 5:00, ponieważ lot był na 8:00, a na lotnisko mam godzinę jazdy. Wstałam i od razu poszłam do łazienki, wzięłam kąpiel, która zajęła mi 30 minut. Dzisiaj postawiłam na czarny crop top z napisem "It's not bad" i białe jeansy z wysokim stanem. Do tego te same buty co wczoraj i byłam gotowa. Schodząc na dół w jadalni zauważyłam że nikogo nie ma. Weszłam do kuchni i zobaczyłam tam neonową różową karteczkę na której pisało :
Musieliśmy jechać na zakupy, weź taksówkę. 
Kochamy Cię ! ♥
Świetnie. Nienawidzę taksówek, tak samo jak autobusów. Ale na pieszo wolę nie iść. Wyciągnęłam trzy bułki, ogórka, ser i masło. Zrobiłam kanapki po czym schowałam je w plastikowym pudełku.
Byłam już gotowa a dopiero była 6;15. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizję. Przełączałam
kanały i nie znalazłam nic ciekawego. Pobiegłam na górę i z regału wzięłam pierwszą lepszą książkę. Byłam już na 15 stronie gdy zorientowałam się że jest już 6;58. Czym prędzej zadzwoniłam po taksówkę która pojawiła się przed moim domem równo o 7. Wszystkie bagaże miałam z tyłu. Na lotnisko dotarłam niemalże punktualnie. Po wszystkich czynnościach wykonanych na lotnisku mogłam wreszcie wsiąść do samolotu. Jest już po siódmej, na miejscu mam być za 12 godzin. Czeka mnie dłuugi lot. Z początku trudno było mi zasnąć, ale gdy włączyłam swoją ulubioną piosenkę, od razu odpłynęłam. Obudziła mnie stewardessa informując abyśmy zapięli pasy ponieważ lądujemy. O jezu, aż tak długo spałam? W sumie to 10 godzin. Teraz czeka mnie nieprzespana noc...Mam nadzieję że mój pokój będzie lepszy od tego w Polsce. Smuci mnie to że rodzice tak po prostu sobie pojechali  i nie pożegnali się ze mną. Może chcieli się mnie pozbyć? Zresztą nieważne, liczy się teraźniejszość, nie przeszłość. Wysiadając z samolotu dostrzegłam w oddali kobietę z mocno czerwonymi włosami i niesamowicie błękitnymi oczami. To moja ciotka. Nigdy nie zapomnę tego jej uśmiechu. Nic się nie zmieniła. Aż dziwne jest to że dostrzegła mnie w tym tłumie. Od razu do mnie podbiegła i rzuciła mi się w ramiona. Wzięła jedną walizkę, a ja drugą. Idąc do auta poczułam jak ktoś wkłada mi jakąś karteczkę w tylnią kieszeń od spodni...

1."Nigdy, nic nie będzie idealne" PROLOG

Zaczyna się drugi tydzień wakacji, a ja dalej siedzę w domu. Rodzice obiecali mi że gdzieś pojedziemy, ale nawet nie wiem gdzie i kiedy. Tak cholernie się tu nudzę. Połowa znajomych z paczki zdążyła już wyrwać się z tej dziury. Jak ja nienawidzę tego miejsca! Dlaczego nie zapytam rodziców o przeprowadzkę? Próbowałam już ich namówić, ale wszystkie moje starania poszły na marne.. Ale cóż, właśnie skończyłam liceum i jestem pełnoletnia, jednak jakoś nie daje mi satysfakcji to że ojciec nadal zabrania chodzić na niektóre imprezy. Tłumaczyłam mu już chyba z tysiąc razy, że jestem pełnoletnia. Marzę tylko o tym, aby mieć własny dom.. Wstałam z łóżka i wszystkie myśli odgarnęłam na bok, podeszłam do szafy i wybrałam ubrania, po chwili poszłam do łazienki dwa pokoje dalej. Mówiłam już, że wolałabym mieć własną łazienkę? Często to mówię, bo ten dom, szczerze mówiąc po 18 latach znudził mi się. Nic mi się już tu nie podoba. Weszłam pod prysznic i rozkoszowałam się gorącymi strumieniami wody spływającymi po moich plecach.Po 10 minutach kąpieli wyszłam spod prysznica i założyłam wcześniej przygotowane ubrania. Założyłam dziś biały koronkowy crop top i dżinsowe szorty z wysokim stanem, do tego białe converse'y. Włosy jak zawsze rozpuściłam i zrobiłam delikatny makijaż. Niespodziewanie zaraz po wyjściu z toalety mama zawołała mnie abym zeszła na dół. Zastanawiałam się o co może jej chodzić ale nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy. Czym prędzej zeszłam na dół. Na stole leżała spora paczka, wyglądała na prezent. Mama powiedziała że to dla mnie, od cioci z Barcelony. Myślałam już tylko o jednym. Pociągnęłam za wstążkę i podarłam ozdobny papier, zupełnie jak dziecko. Otworzyłam kartonowe pudełko. Była tam koperta i dużo dużo słodyczy. Już wiem dlaczego taka duża, skoro tak wiele tam słodyczy. Cóż, przyszedł czas na kopertę.Otworzyłam ją.. Zobaczyłam 2 papierki, jeden to był zdecydowanie list. Wyglądał on tak ;

 Barcelona                   15.07.2016
Kochana Saro!
Twoi rodzice bardzo często wspominają mi, że
 wycieczka do Barcelony to twoje marzenie.
 Dobrze wiesz, że mieszkam tu przez długi,
długi czas, dlatego piszę do ciebie z propozycję.
 Chciałabyś zamieszkać u mnie? Oczywiście,
musiałabyś przyjechać do mnie sama. 
Liczę na odpowiedź w ciągu tygodnia.
Ciocia Larissa

Po policzkach spłynęły mi łzy, łzy szczęścia...


czwartek, 31 marca 2016

....

Cześć! Przepraszam za swoją, dość długą nieobecność, ale powiem szczerze, nie chciało mi się zaglądać na bloga i publikować cokolwiek. Teraz, jako iż mam wenę, chciałabym napisać nowe opowiadanie, które pojawi się jeszcze dziś. Nadchodzi weekend, z czym wiąże się kilka dni czasu wolnego, więc postaram się poświęcić go blogowi. No cóż, ja zabieram się za pisanie prologu, cześć i czołem!

środa, 13 stycznia 2016

#2 "Być może naprawdę go kocham?"

Nie wiem dlaczego, ale to znów zabolało. Po chwili Brazylijczyk odszedł. Być może naprawdę go kocham? Nie,nie, to nie może być to. Poza tym jak można kochać kogoś kto nieustannie cię poniża?
Moje życie tutaj się serio zmienia. To Barcelona ma na mnie taki wpływ. Czy dobry,czy zły,ma nie jestem przekonana..
Nie wiem dlaczego ale postanowiłam się upić. Nie myślałam za bardzo nad tym jakie będą tego konsekwencje..

***Rano***

Obudziłam się ze strasznym bólem głowy, podejrzewam że dużo wypiłam. Spojrzałam na telefon, była 11;42.
-Świetnie! Cały ranek przespany-pomyślałam.Ubrałam swój szlafrok i kapcie, postanowiłam zejść na dół, wziąć jakieś tabletki czy coś. Zeszłam na dół. Totalna cisza! W sumie to i lepiej dla mnie, ale wiem że będę musiała porozmawiać z wujkiem Enrique, na jego własne życzenie. Połknęłam dwie tabletki i położyłam się na sofie przykrywając ciepłym i milutkim kocem. Włączyłam telewizję, natknęłam się na jakieś hiszpańskie seriale. Mimo tego że znałam Hiszpański dość dobrze, nie zrozumiałam wszystkiego. Obejrzałam parę odcinków serialu, i poczułam głód. Nie umiałam za dobrze gotować więc zostałam skazana na zamówienie jakiejś pizzy.
Na szczęście, lub nie, wróciła Elena z wujkiem. Wiedziałam że będę właśnie teraz musiała zmierzyć się twarzą w twarz z konsekwencjami.
-Mh, Cassie. Mogłabyś przyjść do mojego gabinetu za 10 minut?-zaczął wujek.
-Taa..-odpowiedziałam i nerwowo wyszłam z salonu. Co mam mu powiedzieć? "Słuchaj, schlałam się na maksa, nic nie pamiętam. Być może się z kimś przespałam." ?!
Eh, no cóż. Trzeba było pomyśleć, ale nie ważne. Umyłam zęby, aby nie było ode mnie czuć woni alkoholu. Ubrałam się w to ;
Nie ukrywam że wujek był bardzo zły...                                                                                                    

wtorek, 29 grudnia 2015

#1 "Dałam mu kosza"

Usiadłam na ławce i oglądałam trening. Przebiegł on szybko, powiedziałam wujkowi że poczekam na niego na zewnątrz. Wszyscy już zaczęli wychodzić i odjeżdżać, gdy nagle podszedł do mnie Neymar.
-Hmm.. Casie, może pójdziesz dziś ze mną na imprez,ę do Leo?-zapytał szczerząc się. Nie wiem co mnie tak cholernie irytowało w tym jego uśmieszku.
-Jasne, ale nie z tobą-odpowiedziałam.
Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Dobrze wiem jaki on jest, lubi mieć laskę na jedną noc, a ją nią na pewno nie będę. Niech sobie nie myśli że jestem łatwa, a tym bardziej że kiedyś z nim będę.
Wyminęłam piłkarza i wsiadłam do auta. Neymar posłał mi wrogie spojrzenie i również się oddalił.
-A co on taki zły?-zapytał wujek.
-Dałam mu kosza-odpowiedziałam.
-Em, nie mam więcej pytań. To jak jedziemy na lody?-ponownie zapytał.
-Jasne!
Lodziarnia była blisko Camp Nou co oznaczało że znajduje się również blisko domu. Wysiedliśmy z auta i udaliśmy się w stronę lodziarni. Wybrałam gałkę czekoladowych i kawowych, wujek zaś dwie kawowe. Lody bardzo nam smakowały lecz na moje nieszczęście zjawił się tu Neymar. Celowo mnie popchał i teraz lody miałam na bluzce, tłumaczył się że to przypadkiem lecz było widać że się cieszy. Idiota-pomyślałam.Wujek oczywiście zmroził go wzrokiem i wróciliśmy do domu. Poszłam do swojego pokoju i od razu powędrowałam do łazienki. Wzięłam długi, gorący prysznic i wyszłam z toalety. W tym samym momencie przypomniało mi się o imprezie u Messi'ch. Postanowiłam się dowiedzieć czegoś więcej o tym wydarzeniu i napisałam sms'a do Gerarda z którym zdążyłam się wymienić numerami.

Hm, Gerard, idziesz dziś na imprezę do Leo?

Idę, a co? Chcesz iść z nami?

Tak, jeśli mogę.

Ok, więc będzie o 19. O adres zapytaj Luisa.

Ok dzięki.

Więcej z nim nie pisałam. Dochodziła 16 więc postanowiłam zapytać wujka o adres.
-Wujku, mogę iść dzisiaj na imprezę?-zapytałam.
-No tak, ale przecież dałaś kosza Neymarowi-odpowiedział.
-Ojj, ale nie z nim!-powiedziałam.
-Masz być w domu przed północą, a i nie pij alkoholu!-rozkazał.
-Jasne, jasne. Tylko jest mały problem.
-Jaki?-dopytywał się.
-Nie wiem gdzie mieszka Messi, mógł byś mi to zapisać gdzieś na kartce czy coś?
Wujek bez słowa zapisał mi adres Leo na kartce. Korzystając z okazji że mam jeszcze 3 godziny postanowiłam zajrzeć do pobliskich sklepów, niby mam dużo ładnych sukienek ale wolałabym kupić coś nowego. Już w pierwszym sklepie znalazłam cudo. Stwierdziłam że skoro już mam to czego chciałam czas wracać do domu bo zbyt wiele czasu mi nie zostało. Ubrałam się w sukienkę i zrobiłam trochę mocniejszy makijaż niż zwykle, do tego włosy zakręciłam na końcach. Podobało mi się jak wyglądałam i nie obchodziło mnie czy komuś się to nie spodoba. Efekt końcowy wyglądał tak ;
Szczerze mówiąc byłam zadowolona z efektu. Zobaczyłam która godzina i zamówiłam taksówkę. Na miejscu byłam na czas, od razu odszukałam piłkarzy i przywitałam się z nimi. Oczywiście omijając szerokim łukiem Neymara. Omijając go słyszałam jak powiedział "Suka". Zabolało, nie powiem. Cóż nie uda mu się mnie zaliczyć bo chyba że się mega upije. Usiadłam obok Shakiry i Antonelli, od razu złapałyśmy jakiś wspólny język. Z dziewczynami nam się dobrze rozmawiało dopóki nie zabrali ich Gerard i Messi do tańca. No świetnie teraz zostałam sama. Podeszłam do baru i zamówiłam jakiegoś drinka. Wiem obiecałam Luis'owi że nie będę nic piła ale to moja druga noc w Barcelonie i wydaje mi się że mogę zaszaleć. Zresztą nie wiem czy nie wyprowadzę się z Barcelony po 18-nastce.
Dopijając resztki drinka podszedł do mnie jeden z piłkarzy był to Marc, zaprosił mnie do tańca, zgodziłam się bo nie miałam powodów przez które mogła bym mu odmówić. Przetańczyliśmy kilka piosenek lecz mi zaczęło się już kręcić w głowie i powiedziałam Marc'owi że muszę iść do toalety. Mam słabą głowę do picia a ten drink był dość mocny. Chciałam wyjść już do domu ale pewien widok mnie zaciekawił. Mianowicie Neymar znalazł już sobie inną laskę na noc. Właśnie się lizali. Ehh, nie wiem dlaczego ale coś zakuło mnie w sercu i lekko się pod denerwowałam. Nie, nie, nie. To nie może być to. Ja go nie kocham, to po prostu procenty uderzyły mi do głowy. Jak najszybciej zadzwoniłam po taksówkę. Na moje nieszczęście jakaś wolna będzie dopiero za godzinę.
-Świetnie!-pomyślałam. Usiadłam ponownie do dziewczyn a one zaproponowały abyśmy poszły potańczyć, po mimo bólu głowy zgodziłam się, lecz długo nie wytrzymałam. Po chwili znajomy głos krzyknął "Odbijany", no nie, gorzej to już być nie może! Pewnie domyślacie się z kim właśnie tańczę. Ohh tak, z największym gwiazdorem świata! Najpierw wyzywa mnie od suk,a teraz myśli że ma jeszcze jakieś szanse? Ohh, pewnie nadal chce mnie zaliczyć. Gerard widząc moją minę krzyknął ponownie odbijany. Całe szczęście.
-Dzięki, uratowałeś mi życie-powiedziałam.
-Nie ma sprawy, widziałam jak na niego patrzyłaś.
-Ehh, bywa. Wiesz co ja się będę już zbierać-odrzekłam.
Usłyszałam jeszcze jakieś ciche cześć i ponownie zadzwoniłam po taksówkę. Tym razem były wolne. Około 1 dotarłam do domu. Wiem że wujek będzie zły i nie uwierzy mi że taksówki były zajęte ale cóż. Wzięłam jeszcze szybki prysznic i położyłam się spać.
Wstałam o 11 z ogromnym bólem głowy, zgaduję że wujek już jest na treningu czy coś. Zeszłam na dół a tam kompletna cisza. Na lodówce była jakaś kartka, przeczytałam ją.

"Jesteśmy z Eleną na zakupach :) Spałaś więc cię nie budziliśmy, śniadanie jest na blacie."

Nie miałam ochoty teraz nic jeść. To przez ten ból. Odszukałam szybko tabletek i łyknęłam jedną.
Pomaszerowałam do pokoju ze śniadaniem ponieważ zdecydowałam że jednak coś zjem. Słońce dziś grzało niemiłosiernie, ale nie dziwię się bo jest już trzeci tydzień lata, a w Barcelonie to normalne.
Odstawiłam naleśniki z dżemem i sokiem pomarańczowym na stolik nocny i weszłam do garderoby.
Postawiłam dziś na coś takiego ;

Po ubraniu napisała do mnie Shak, czy chcę iść z nią i Anto na zakupy, zgodziłam się.
Na zakupach spędziłyśmy parę dobrych godzin, ale cieszę się że mogłam się poznać z nimi bliżej.
Wchodząc do domu zauważyłam wujka konsumującego obiad, przygotowany przez Elenę, zaniosłam wszystkie torby i zeszłam do nich.
-Cassandro, gdzieś ty się podziewała?!
-Wujku, proszę Cię nie mów do mnie Cassandra. Byłam na zakupach z Shakirą i Antonellą-powiedziałam.
-Mhm, a powiedz mi, przed którą kazałem Ci wrócić do domu?-ponownie zapytał.
-Przed zerową, tak wiem. Ale uwierz mi że nie było żadnych wolnych taksówek!-odrzekłam.
-Cassie m..-wujek nie zdążył dokończyć zdania ponieważ przerwała mu Elena.
-Ohh, Luis daj jej spokój! Jest młoda, chcę się jeszcze wyszaleć!-powiedziała.
-Ciocia ma rację-zawtórowałam jej.
-No dobrze dobrze, zmykaj do siebie.
Jak mi kazano tak zrobiłam.  Przebrałam się w nowy strój sportowy i wyszłam z domu mówiąc że idę pobiegać. Wybrałam to ;

Biegnąc po parku wsłuchałam się w muzykę i na moje nieszczęście wpadłam na kogoś.
-Uważaj jak biegasz-powiedział znajomy mi głos.
-Mhmm, to lepiej ty uważaj jak łazisz.
-Ohh, myślisz że jak pobiegasz to będziesz ładniejsza?-powiedział z sarkazmem.
-A co cię to interesuje?! Lepiej idź do swojej laluni!
-Jak sobie życzysz dziwko-powiedział.


//////////////////////////////////////////////////////

A oto kolejny rozdział xd Mam dzisiaj wenę :D
Mam nadzieję że się podoba 8)