- Co u ciebie? - zapytała
- A jak może być? - odpowiedziałam
- Co teraz? - odparła
- Nie ważne.. później Ci powiem jak się spotkamy... - rzekłam
- Wiesz.. za tydzień jadę na wakacje. Wyjdziesz jutro na jakieś zakupy? - zapytała
- Ok. Przecież wiesz że ja zawsze się zgodzę na jakieś wyjście, między innymi również dlatego żeby jakoś znów spie***lić z tego domu. - odparłam
- Haha.. To jutro o 7:30 ok na przystanku ok? Chcę być jak najwcześniej. - powiedziała
- Nie wiem czy wstanę, ale postaram się.
- To do jutra! Pa! - powiedziała i rozłączyła się.
Super. Rachel jedzie na wakacje. A ja mam gnić w domu? Matka nigdzie mnie nie zabierze bo ma teraz wiele pracy.
*Następnego dnia*
Ubrałam się w czarną bluzkę z krótkim rękawem, jeansy i do tego jeansową, jasna kurtkę. Zbiegłam po cichu na dół. Kierowałam się w stronę kuchni. Z chlebaka wyjęłam kromkę ciemnego chleba a z lodówki, składniki na kanapkę. Dokładnie posmarowałam chleb serkiem wiejskim i zaczęłam kroić warzywa. Następnie ułożyłam je na kanapce. Szybko przełykałam każdy kęs aby jak najszybciej wyjść z domu, jeszcze przed pobudką mamy, a przede wszystkim Williama. Nacisnęłam na klamkę od drzwi wyjściowych i starając się nie robić hałasu, otworzyłam je ostrożnie.
Dziś byłam umówiona z Rachel na zakupy. Miałam okazję, powiedzieć jej co zrobiłam. Wyszłam z domu najszybciej jak mogłam. Szybko poszłam na przystanek, gdzie czekała na mnie Rachel.
- Co tak wcześnie? - zapytała
- Jak myślisz? - odparłam
- Ahh... no tak. To się chyba nigdy nie skończy.. - powiedziała
- Muszę Ci coś powiedzieć.. ale to jak będziemy już w galerii ok?
- Już się boję... - odparła
Gdy nadjechał nasz autobus szybko do niego wbiegłyśmy i zajęłyśmy miejsca. Oczywiście Rachel jak to Rachel... musiała poprawić sobie make up i przeczesać włosy 50 razy! Trochę się zmieniła. Zaczęło jej zależeć na wyglądzie.. Nie wiem co się z nią stało...
Nagle usłyszałam dźwięk sms, wydobywający się z mojej kieszeni. Szybko wyciągnęłam telefon. To był Christian.
- Ej a pro po naszego jutrzejszego spotkania.. miałabyś coś przeciwko gdybym poszedł z kolegą? - napisał
Z kolegą? To miało być nasze spotkanie... a on chce przyjść z kolegą! Czułam że coś kręci. Może się mnie boi? Lecz w sumie... skoro on chce przyjść z kolegą, to ja mogę iść z Rachel! Będę miała poczucie bezpieczeństwa..
- Ok, niech ci będzie. Za to ja przyjdę z koleżanką oki? - odpisałam
- Nie mam nic przeciwko. - napisał
- Kto to? - zapytała Rachel
- Eeem.. nikt.. - odpowiedziałam
- Ty coś chyba ukrywasz Carmen... - odparła
- Może... posłuchaj, jesteś mi jutro potrzebna.. - powiedziałam
- Gdzie? Co? Jak? - zapytała
Spojrzałam w sufit autobusu. Wstrzymałam oddech i wydusiłam z siebie zdanie:
- Poznałam kogoś...
- No co ty? Mówisz serio czy sobie ze mnie żartujesz? - zapytała
- Mówię serio... nie widziałam go jeszcze... wiesz, poznaliśmy się przez internet..
- Przez tą stronkę? - zapytała chichocząc
- Co z tego! Jutro idę go poznać. On przychodzi z kolegą, a ja idę z tobą! Wiem że możesz być na mnie zła. - odparłam
- Nie no spoko. Szkoda że mnie nie zapytałaś o pozwolenie kiedy się umawialiście. Może ja nie mam ochoty nikogo poznawać? - przerwała Rachel
- Tak wiem.. trochę źle zrobiła.. ale proszę, musisz ze mną iść!
Rachel popatrzyła na mnie i skuliła głowę w dół. Zamknęła oczy i przetarła nos.
- Niech ci już będzie.. - powiedziała
Czułam że jest na mnie zła. Lecz wiedziałam że mi wybaczy. Jednak tylko ona umie mi wybaczać.. nie mogę popełniać tego błędu przy innych.
Wysiadłyśmy przed wielkim obiektem zwanym galerią. Podążałam za przyjaciółką która szła w stronę sklepów z ubraniami. Zastanawiam się czy nie kupić sobie czegoś na jutro. W końcu muszę jakoś wyglądać. W budynku było dużo ludzi. Nie spodziewałam się że o tej godzinie będzie ich aż tak dużo. Przeszłyśmy do wielkiego sklepu, w którym na wejściu pachniało bardzo przyjemnie. Podeszłam do półek z jakimiś t-shirtami. Zdecydowałam się na taką bluzkę:
Przy okazji skoczyłyśmy również do innych sklepów, perfumerii itp. Miałam nadzieję że jutrzejsze spotkanie się uda, i nic nie zepsuję.
*Następnego dnia*
Jeszcze chwila i powinnam wychodzić. Byłam gotowa w 80%. Próbowałam po cichu wyjść z domu. Niestety nie udało mi się. Stało się to, czego się obawiałam...
- Gdzie idziesz? - zapytał William
- Nie ważne.. - odpowiedziałam
- Jest 18:00, gdzie chcesz się włóczyć? - kontynuował
- Nie ważne.. jestem już dorosła i nie traktuj mnie jak swoją małą córeczkę, którą nigdy nie byłam, i nie będę! - wykrzyczałam
- Jesteś teraz pod moją opieką. Wiesz że jak coś ci się stanie, to twoja matka mnie zabije?! - powiedział zdruzgotany.
- Trudno, nie interesuje mnie to. Daj mi teraz wyjść! - rzekłam
- Idziesz do tej lesbijki? - zapytał
- Że niby do kogo?! - wykrzyczałam
- No, do tej twojej koleżanki. Jak ona miała... Rachel? - zapytał
- Nic o niej nie wiesz i zaczynasz ją tak nazywać? Ona nie jest lesbijką, a nawet jeśli, to i tak nie byłaby twoja sprawa! Żegnam. - wykrzyczałam i jak najszybciej wybiegłam z domu.
Chciałam jak najszybciej dotrzeć do celu. Czemu nazwał ją lesbijką? Ten typ mnie niesamowicie wku**ia. Dobrze że przynajmniej mogłam wyjść. Nie wiem co go to interesuje kiedy i gdzie wychodzę! Mam 19 lat (prawie) i jeżeli bym chciała to już dawno bym się stąd wyprowadziła! Muszę tylko uzbierać trochę kasy.. i mam nadzieję że nikt więcej nie będzie mnie już okradał.
Po 30 minutach dotarłam do celu. Na miejscu czekała już zdenerwowana Rachel. Była ubrana dosyć... hmm.. jakby to ująć.. wyzywająco. Rzeczywiście niesamowicie się zmieniła. Kiedyś nie zrobiłaby sobie nawet makijażu.
- Nie przyszli jeszcze? - zapytałam
- Widzisz ich tu gdzieś!? - powiedziała z podniesionym głosem
- Mam nadzieję że mnie nie oszukał.. Poczekamy jeszcze pół godziny, a jak ich nie będzie to pójdziemy ok? - odparłam
W tym samym czasie podszedł do nas pewien chłopak. To był on. Przywitał się nieśmiało. Jednak po jego ''koledze'' nie było ani śladu.
- Nie zapomniałeś o czymś? - zapytała Rachel.
- Ahh. Neymar. Przedstawię wam go później... nie mógł teraz przyjść. - odparł
- No nieźle, znasz Neymara? - ponownie zapytała
- Tak.. znam. - odpowiedział
Rachel zarumieniła się.
- Wiesz może, kiedy mógłby się spotkać? - odparła
Christian popatrzył na nią ze zdziwieniem. Zresztą, ja też. Ona i Neymar? Od kiedy interesują ją piłkarzyki?...
/////////////////////////////
Następny rozdział będzie Niebawem 8)




